Czym prędzej porzuciłam bagaże i zbiegłam na sam dół. Wróciłam do gabinetu dyrektorki. Drzwi otworzyły się,a ja wpadłam z impetem do środka.
Miejsca na których siedzieli wcześniej moi rodzice, były puste.
-Czy coś się stało?-zapytała ruda z udawanym zainteresowaniem.
-Tak! Nie będę mieszkała w jednym pokoju z tym idiotą! Poz tym to jest CHŁOPAK!
-Ah. Mówisz o Carym Taylorze. Nasz drogi Cary...pierwszy raz ma współlokatora. Na pewno się cieszy!
-Ale czy pani nie rozumie?!
-A co mam z tego rozumieć? Ten chłopak nie zrobi ci krzywdy,na pewno.
-Co? A skąd może mieć pani, tą pewność?
-Po prostu wiem. Zaufaj mi Rivian. Zaufaj mi.
Nie wierzyłam jej. Nie ufałam jej. Nie ufałam Caremu ani mu nie wierzyłam. Ta szkoła wydawała się co raz gorszym koszmarem.
-Ah,no tak! Prosze,to twój plan lekcji i rozpiska planu dnia. Powodzenia.
Po tych słowach wyszłam. Nie miałam zamiaru dłużej słuchać tej kobiety.
Wróciłam na górę,do pokoju. Carego nie było, co mnie usatysfakcjonowało,bo miałam chociaż trochę prywatności dla siebie.
Usiadłam na pojedyńczym łóżku i się rozejrzałam. Białe ściany z dużym oknem balkonowym i jednym mniejszym. Przy wejściu do pokoju znajdowały się kolejne drzwi. Najprawdopodobniej prowadziły do łazienki. Wielka drewniana,szafa,przedzielona na dwie równe części. Kilka mniejszych szuflad i szafeczek. I po jednej szafce nocnej przy każdym łóżku. Co do łóżek,oba były ustawione,przy przeciwległych ścianach pokoju.
Schowałam twarz w ręce.
Co moi rodzice wymyślili? Uznali mnie za..osobę,która nie poradzi sobie z własnym życiem. Uznali, że nie zdam, jeśli zostanę tam.
A teraz jestem tutaj. W szkole. W akademiku. W pokoju, który dziele z chłopakiem o imieniu Cary. Nie znam go. Nie wiem czy jest poczytalny. Czy nie ma zamiaru mnie zgwałcić...
Mam dość mojego życia.
*******
W momencie,gdy Cary wraz z kolegą wszedł do pokoju, byłam rozpakowana i właśnie przeglądałam poniedziałkowy plan lekcji.
-Rivian. To jest Nathan. Nathan to jest Rivian,moja wspólokatorka.
-Hej.
Olałam ich obu. Nie chciałam zawierać nowych znajomości. Miałam swoich znajomych, nie potrzebowałam nowych.
No okey. Przyznam się.
Zerkałam na nich zza kartki.
Cary jest wysokim,dobrze zbudowanym chłopcem. Idealne rysy twarzy podkreślają czarne oczy i kasztanowe,lśniące włosy. Zaś Nathan jest średniego wzrostu chłopcem. Widać,że dba o siebie,ale nie w taki sposób,żeby imponować swoimi mięśniami. Jasno niebieskie oczy i blond czupryna połączone z niemalże dziewczęcymi rysami twarzy,sprawiają,że aż chce się nazwać go 'aniołkiem'.
Wyjęłam z kieszeni spodni telefon i sprawdziłam godzinę. 17.30Rzuciłam jeszcze okiem na plan dnia i odczytałam,że o 18.00 mamy kolację.
-..tak będzie z nami w klasie.
-O to świetnie. W końcu będziesz miał parę na zajęciach.-powiedział Nathan. Mimo,że rozmawiali szeptem, dało się usłyszeć co było tematem ich rozmowy. A raczej kto.
-Chyba żartujesz stary. Ona jest pokręcona!
-Rozumiem, że wypowiadasz się na swój temat.-wtrąciłam.
Chłód jego ciemnych oczu, nie działał na mnie. Mierzyliśmy się wzrokiem,do momentu,gdy Nathan nie odchrząknął.
-Czy jako współlokatorzy nie moglibyście, zachowywać się przyzwoicie?
-Nie.-powiedziałam. I wróciłam wzrokiem do kartki.
-Chodź,Nathan. Zostawimy panią Urażoną.
-Chyba żartujesz stary. Ona jest pokręcona!
-Rozumiem, że wypowiadasz się na swój temat.-wtrąciłam.
Chłód jego ciemnych oczu, nie działał na mnie. Mierzyliśmy się wzrokiem,do momentu,gdy Nathan nie odchrząknął.
-Czy jako współlokatorzy nie moglibyście, zachowywać się przyzwoicie?
-Nie.-powiedziałam. I wróciłam wzrokiem do kartki.
-Chodź,Nathan. Zostawimy panią Urażoną.
Wyszli i po raz kolejny zostałam w pokoju sama. Zaspokajałam się ciszą,która nastąpiła po wyjściu mojeg wspólokatora i jego kolegi.
*
Zeszłam na sam dół. Pokierowana przez pracownika szkoły doszłam na stołówkę, w której zebrał się tłum uczniów. Niedawiary, że aż tyle dzieciaków jest zostawianych takich miejscach. Wywiezieni z domów. Bez rodziny. Bez miłości.
Odebrałam swoją tacę z posiłkiem przy okienku. Zostało mi jeszcze znalezienie miejsca.
Rozglądałam,się po ogromnej sali, której poustawiano kwadratowe stoliki i ławki. W kącie,znalazłam pusty stolik.
Świetnie miejsce-pomyślałam i skierowałam się w obrany punkt.
Usiadłam i zabrałam się za jedzenie płatków na mleku.
-Hej. Możemy się dosiąść?- zapytał męski głos,skiwnęłam głową i nie przejęłam się moimi nowymi towarzyszami.
-Jesteś nowa?-drugi głos zapytał i nie wytrzymałam. Posniosłam głowę,a moim oczom ukazali się dwaj chłopacy, wyglądali na starszych. Obaj byli bardzo przystojni. Blondyni jeden o ciemnoniebieskich oczach, drugi o zielonych. Siedzieli. Obok mnie. Dwaj mega przystojni faceci. A ja jak jakaś debilka gapiłam się na nich. Zaraz. Jeden z nich coś pytał...Tak już wiem!
-Tak,to mój pierwszy dzień. Jestem Rivian.
-Ja jestem David, a to Simon. Ale mówimy na niego Sim.
-Hej.-powiedział zielonooki. Pierwszy raz widziałam taką głębie zieleni. Mierzyliśmy się spojrzeniami.
Dlaczego w tej szkole,wszyscy patrzyli sobie w oczy?
________________________________________________________________________
No i mam 1 rozdział juz napisany dla was + dziekuje za te wszystkie komentarze pod 1 postem czyli (Prolog) I za 3 Obserwacje :*
